|
BLOG
03 lipca 2010, 11:01
Nie miecz, nie tarcz
Zainspirowany ostatnim wpisem Pana Natusiewicza, korzystając z „przywileju” ciszy wyborczej, pragnę odnieść się do kwestii języka wszystkich Polaków. Sprawa makaronizmów, mutacji i spolszczeń, najczęściej anglojęzycznych słówek czy zwrotów, staje się poważnym zagrożeniem polskiej mowy. Jak taki stan ma się do uchwalonej Ustawy z dnia 7 października 1999r., której treść zawiera między innymi punkt: (art 3 pkt. 5) promowanie języka polskiego w świecie.
Niestety, nie ma agentów z krajów anglojęzycznych, którzy niczym kosmici, zesłani na polską ziemię tworzą przeróżne potworki w celu wyjęzyczenia. Polacy sami się pogrążają w tej tyradzie idiotycznych wymysłów, które są synonimem narodowego obciachu i tylko świadczą o prymitywnej formie czy sposobie promowania kultury. Czy aby tylko jednostki? - niestety, nie. W tym zbrodniczym, z punktu widzenia filologa, procederze uczestniczą również polskie urzędy, polskie korporacje, i uwaga! Uczelnie z wydziałami filologicznymi. I tak jak wspomniałem w komentarzu pod wpisem Pana Marka, Wydział filologiczny Uniwersytetu wrocławskiego w palecie propozycji edukacyjnej oferuje kierunki: corporate identity, Public relations, creative writing. Gdzie tu logika??? Czy ktoś nad tym panuje??? Kto za tym stoi??? Urzędy, których jak mniemam, Ustawa o języku polskim, również obowiązuje wprowadzają w obieg „kartę przejazdową” o jakże lotnej nazwie – Urban card! I jeszcze parę przykładów tutaj. Były takie czasy w tej krainie, kiedy zabraniało się używania rodzimego języka, i wtedy używano go na potęgę, ciesząc się, że zaborcy czyni się szkodę i „robi na złość” oraz podtrzymuje polską kulturę. Czy, myśląc dialektycznie, potrzebny jest zaborca, aby trzymać i bronić naszego kochanego języka, a może zaborca istnieje? – Istnieje, to po prostu głupota. Niegdyś pisał M. Rej, którego uważa się za „ojca literatury polskiej”: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Dziś można śmiało przeinaczyć na: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy gęsi, o język nie dbają... KOMENTARZE
1. 03 lipca 2010, 16:56 Święta racja, panie Rafale! Onego czasu, poprawiałem projekty uchwał naszej Rady Miejskiej przed językowymi wypaczeniami, np. używaniu słowa "controling" "public relations". Autorzy projektów nie kryli oburzenia; gdy podawałem przyklad Czechów, czy Francuzów, którzy z anglicyzmami sobie jakoś radzą, w podzięce otrzymywalem jedynie lekko ukrywany uśmiech. Obecnie powszechnie spotykam się z używaniem obcych słow w nazwie firm, zwłaszcza osób fizycznych. Najurokliwsze udziwnienie to nazwa zawierająca polskie imię i nazwisko, a w dalszej części niemieckobrzmiącą nazwę z dodanym wyrazem "consulting". Brzmi to....po ... "europejsku"......:):) 2. 03 lipca 2010, 18:27 Ja mimo wszystko wolę posługiwać się Urban Card i studiować public relations, niż wstydzić się, gdy pani z PKP nie może zrozumieć zagranicznych turystów. Innymi słowy wolę popularyzację angielskiego za cenę posługiwania się pochodzącymi z angielskiego spolszczniami, niż ludzi mówiących pięknie w rodzimym języku, ale nie potrafiącymi się porozumieć z przyjezdnymi. 3. 03 lipca 2010, 19:13 @T.Chabinka Panie Tomaszu,Pan raczy żartować. Turysta, który przyjeżdża do Polski, sam powinien zadbać o to, aby dotrzeć w zaplanowane miejsca, zachować się w sposób "zgodny " z prawem na danym terytorium (uwaga Anglicy, jeżdżą lewą stroną), krótko mówiąc liczyć się z miejscem, w którym sie znajduje. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że wjeżdza Pan na teren GB i mówi po polsku w różnych punktach, np. usługowych- to kosmos. Uszanowanie kultury przez turystę jest podstawą komunikacji to turysta jest gościem, a nie odwrotnie! przykład: proszę plunąć w Pekinie :) Pozdrawiam 4. 03 lipca 2010, 19:26 @ P.Galik Rozmawiałem z tak zwanymi piajrowcami [chociaż w Polsce ów slogan raczej kojarzy się z niechlubna tradycją :)] bo to chłopaki i dziewczyny z mojego podwórka, dla nich nie do pomyslenia jest aby chociaż zaproponować zmienic na polską wersję tego kierunku- obraza na całego! "śe obrażo zara" :) Nie podawałem w moim tekscie przykładów francuskich, czeskich a nawet litewskich bo po co, skoro niewielu Polaków ten poważny problem g....o obchodzi Pozdrawiam 5. 03 lipca 2010, 19:47 Jeszcze raz wyrażam zgodnośc poglądów z Panem. Drużyna PH zawsze mi się kojarzy z ..pijarami co to przewodzili edukacji narodowej.....:):) A to, ze nie szanujemy własnego języka w imię wydumanego kontaktu z Europą.... to rzeczywiście problem. W moich podóżach zagranicznych staram się kurtuazyjnie poznać kilkanaście słow względnie kilka zwrotów w języku narodu, do ktorego przybywam. I tu przykład: kiedys na granicy izraelsko-egipskiej zapytał mnie Egipcjanin po angielsku skąd jestem bo między sobą mówiliśmy dziwnym dla niego językiem. Był rozanielony i przepuscił mnie przez graniczne bramki jak basze gdy odpowiedziałem po arabsku - Bolanda. Obydwaj bylismy dumni z siebie, choc ja znałem tylko kilka słów po arabsku, a on żadnego po polsku i tylko dwa dobrze nam znane i na swiecie polskie nazwiska, które skawpliwie wymienił. 6. 03 lipca 2010, 19:48 @R. Kmiecik Mówiłbym raczej o "gościach hotelowych" - oni płacą, tworzą miejsca pracy, zostawiają pieniądze, my powinniśmy być dla nich (w granicach rozsądku) mili. W Chorwacji, do której na wakacje jeżdżą Polacy, ludzie uczą się polskiego, nie liczą na to że Polacy nauczą się chorwackiego - właśnie po to by móc zarobić. Przy Pana założeniach należałoby wymagać, by "japońscy turyści" posługiwali się co najmniej kilkunastoma językami. Tego raczej nie da się zrealizować. W skali globalnej znacznie łatwiej byłoby, gdyby wszyscy uczyli się oprócz języka narodowego, jednego języka, którym mogą się porozumieć (z esperanto nie wyszło, więc w tym momencie wypada na angielski). Byłoby po prostu łatwiej i milej. 7. 03 lipca 2010, 20:03 Panie Tomaszu, pan Rafał poruszył problem szacunku do włąsnego języka, względnie zaśmiecania jezyka polskiego, a nie kwestią znajomości językow obcych, względnie posługiwania się angielszczyzną (chyba tą ogolnoszkolną) jako lingua franca.... Kiedyś było w Europie lepiej - kręgi intelektualne powszechnie znały łacinę. 8. 03 lipca 2010, 22:00 @P. Gaglik A ja odnosząc się do tego problemu stawiam tezę, że zaśmiecanie powodowane jest przez to, że znajomość języka angielskiego jest dosyć powszechna. Kiedy w powszechnym użyciu były inne języki, to właśnie one współtworzyły kształt języka polskiego. Wydaje mi się też, że nie można tego uniknąć. Słownictwo obcojęzyczne stosowane jest, wtedy kiedy jego użycie jest bardziej ekonomiczne (np. szalenie popularne OK) czy nie przyjęły się jeszcze polskie odpowiedniki (np. public relations). Ot, dlatego uważam, że obie sprawy się łączą. DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
ARCHIWUM BLOGA
KOMENTOWANE
CZYTANE
Odpust Paetza (28) Prawda i fałsz (22) KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |